|
ZIEMIA
ŚWIĘTA - REMINISCENCJE PIELGRZYMA (str.
1)
Strona

Publikujemy
tutaj, za zgodą autora, wspomnienia Pana Kazimierza Komackiego
z jego pielgrzymki do Ziemi Świętej. Jest on także autorem zamieszczonych
zdjęć.
WSTĘP
Od pierwszych wieków chrześcijaństwa wierni odczuwają potrzebę pielgrzymowania do tej Ziemi, która jest pomostem do odkrywania tajemnic zostawionych przez Jezusa. Nawiedzić te miejsca, gdzie Jezus się narodził, gdzie nauczał, a także stąpać po tych ścieżkach, po których kroczyłby dojść do miejsca Jego Krzyża – uważam, że winno być obowiązkiem, ale też i przywilejem każdego chrześcijanina.
Pielgrzymowanie jest najlepszym sposobem na poznanie Ziemi Świętej i zrozumienie Ewangelii poprzez czytanie odnośnych fragmentów w świętych miejscach, które są z nimi związane.
Dzięki podjętemu trudowi zorganizowania pielgrzymki przez księdza dziekana Mieczysława Wolanina – proboszcza parafii pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski w Nowej Dębie mogliśmy ja i moja żona uczestniczyć w tej peregrynacji. Chcę w tym miejscu również podkreślić chwalebną rolę w tym przedsięwzięciu księdza dziekana Czesława Bednarza – proboszcza parafii pod wezwaniem Św. Stanisława w Modliborzycach, z której się wywodzę, który zaproponował nam ten wyjazd. Myślę, że skromna, co prawda, reprezentacja naszej parafii – gdyż sześcioosobowa – wiele skorzystała z tego wyjazdu i na pewno ich uczestnicy są z tego zadowoleni.
Tak jak czyniłem to wcześniej, po poprzednich pielgrzymkach do Włoch (Wenecja, San Giovanni Rotondo, Rzym – Watykan, Asyż) i do sanktuariów maryjnych Europy Zachodniej (Altoetting, La Salette, Lourdes, Fatima, Montserrat), kiedy to pozostawiałem pewien ślad w postaci reportażu – relacji, chciałbym również i w tym wypadku podzielić się z Państwem swoimi reminiscencjami. O ile one Państwa zaciekawią – to będę z tego niezmiernie rad. Postanowiłem przyjąć konwencję kronikarską, na zasadzie relacji chronologicznej z każdego dnia, omawiając pokrótce miejsca, które nawiedzaliśmy i dzieląc się swoimi wrażeniami, które siłą rzeczy będą subiektywne i z którymi niekoniecznie czytelnicy muszą się zgodzić.
Zatem zapraszam do lektury!
DZIEŃ PIERWSZY
– Sobota 21 lutego 2009 r.
Wyjazd z Modliborzyc do Nowej Dęby zaplanowany został na godzinę 1.30 po północy. Przewoźnik – Franciszek Bielak – stawił się swoim busem o wyznaczonej godzinie. Do Nowej Dęby dotarliśmy na godzinę
3:00, a wyjazd do Łodzi zaplanowany był na godzinę 4:00 tak, że mieliśmy godzinę czasu zapasu. Miejscowy ksiądz proboszcz parafii pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski – prałat Mieczysław Wolanin, notabene kierownik duchowy pielgrzymki – umożliwił nam wejść i spocząć w kościele. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się uczestniczyć we
Mszy świętej odprawionej o godzinie 4-tej nad ranem. Księża pielgrzymi, a było ich
czterech poza wymienionym już miejscowym proboszczem, to ksiądz kanonik Antoni Sanecki, proboszcz parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Tarnowskiej Woli, ksiądz kanonik Jan Jagodziński, proboszcz parafii pod wezwaniem Świętego Wojciecha Biskupa i Męczennika w Bielinach oraz nasz ksiądz kanonik Czesław Bednarz, proboszcz parafii pod wezwaniem Świętego Stanisława w Modliborzycach. Gros pielgrzymów pochodziło z Nowej Dęby i okolic, naszą parafię reprezentowała skromna, bo 6-osobowa ekipa.
Po
Mszy św. o godzinie 4:30 komplet pielgrzymów wyruszył autokarem w kierunku Łodzi, skąd zaplanowany był odlot do Tel Awiwu o godzinie 13.05. Na lotnisku imienia Władysława Reymonta byliśmy już o godzinie 10-tej. Nastąpiła teraz żmudna i stresująca odprawa bagażowo-paszportowa. Szczególnie irytowały niektórych z nas pytania o to, po co tam jedziemy, czy mamy tam kogoś, co mamy w bagażach, czy ktoś obcy miał do nich dostęp, itp. Okazało się, że lot do Tel Awiwu obsługiwany będzie przez izraelskie linie lotnicze. Wyczarterowany samolot czekał już na nas na lotnisku. Potwierdzeniem tego faktu, że izraelskie linie lotnicze mają dużo do powiedzenia były dwie dużych rozmiarów menory stojące w holu przy wyjściu na teren pasów startowych. Na pół godziny przed planowanym odlotem zaproszono nas do wejścia na pokład. Na pewno wielu z nas z duszą na ramieniu i z wielkim niepokojem wchodziło do samolotu – jak by nie było, dla mnie i mojej małżonki to był debiut, jeżeli chodzi o podróże takim środkiem lokomocji.

Niemniej po usadowieniu się w wyznaczonych miejscach oczekiwaliśmy na start. Jak się okazało, nie trzeba było czekać na wyznaczoną porę, gdyż komplet pasażerów – pielgrzymów z różnych stron Polski – pozwolił na wcześniejsze uruchomienie silników. Nawet nie spostrzegliśmy się, gdy tuż po zapięciu pasów samolot po krótkim rozbiegu wzniósł się w przestrzeń. Powiem strzeże, że nawet tego specjalnie nie odczułem, żeby wciskało człowieka w siedzenie albo żeby dostać zawrotów głowy lub innych perturbacji, np. żołądkowych. Obsługa samolotu, a więc kapitan i stewardzi oraz stewardessy nie byli niestety Polakami, więc powitanie w formie „ladies and gentlemen” nie każdego zadowoliło. Niemniej obsługa była kulturalna, panie i panowie z uśmiechem na twarzy zaserwowali nam skromny posiłek i napoje.
Równo po trzech godzinach lotu wylądowaliśmy na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie. W pierwszej kolejności należało przestawić zegarki o jedną godzinę do przodu. Lotnisko sprawia niesamowite wrażenie swoją wielkością i nowoczesnością. Terminal, który trzeba było nam pokonać wydawał się nie mieć końca. Długie hole wyposażone były w taśmociągi, które podobnie jak ruchome schody, umożliwiają szybsze przemieszczanie się podróżnych. Porównując lotnisko Ben Guriona do naszego Władysława Reymonta to rodzi się takie skojarzenie, jakby mieć przed oczyma ogromny rynek dużego miasta i maleńkie podwóreczko w ciasnej zabudowie miejskiej.
Po kontroli paszportowej przejęła nas przewodniczka, która przedstawiła się nam, jako Aviva. Czy to nazwisko?, Czy imię?, Czy pseudonim? Tego nie dociekaliśmy. Jedynie nam oznajmiła, że ten anagram po hebrajsku oznacza wiosnę. Z toku dalszych jej osobistych wynurzeń dowiedzieliśmy się, że jest Żydówką, pochodzącą z Estonii, a więc dawnej republiki radzieckiej, skąd wyjechała do Izraela przed 21 laty. Ta postawna pani dość dobrze mówiła po polsku, i jak się okazało, miała dużą wiedzę na tematy polityczne, ekonomiczne i społeczne nie tylko Izraela, była również dobrze zorientowana o sytuacji w Polsce i na świecie.
Po przeszło dwugodzinnej podróży autokarem, którym kierował Fuad – przystojny Arab, dotarliśmy do Tyberiady nad Jeziorem Galilejskim, by po zakwaterowaniu się w hotelu Eden udać się na obiadokolację i wymarzony odpoczynek. Trzeba podkreślić, że Fuad od razu wpadł w oko naszym paniom – no cóż, jego śniada twarz, uśmiech i ogólna aparycja mogły rzeczywiście się spodobać.
DZIEŃ DRUGI
– Niedziela 22 lutego 2009 r.
Śniadania wydają już od 7-mej rano. Oczywiście obfity stół „szwedzki” pozwala na wybór różnorakich potraw. Szczególnie dominują nabiałowe i rybne, jest też dużo warzyw, napojów i trochę owoców. Zauważamy brak wyrobów wędliniarskich, lecz jest to wytłumaczalne tym, że najprawdopodobniej nasz hotel jest pod nadzorem rabinackim, a wiadomo, że Żydzi nie jedzą wieprzowiny.
Po śniadaniu o 8:30 wyruszamy w podróż. Autokar, którym kieruje Fuad będzie nam towarzyszył przez cały czas naszej pielgrzymki. Fuad – bardzo sympatyczny młody człowiek, o ciemnej karnacji typowego południowca od razu spodobał się wielu naszym pielgrzymom płci pięknej. Poza kierowaniem pojazdem – co czynił w sposób naprawdę znakomity, szczególnie na krętych, wąskich uliczkach, na ciężkich podjazdach i karkołomnych zjazdach – zajmował się sprzedażą napojów chłodzących, książek i filmów o Ziemi Świętej oraz płyt z muzyką żydowską. Wszystkie te dobra można było u niego zakupić, a ich ceny podobne były do naszych cen (od 15 do 25), z tym, że on sobie liczył to wszystko w dolarach, a nie w złotówkach. A my jak zwykle, zaraz przeliczamy te ceny i miny nam kwaśnieją, gdy przyjdzie nam nabyć książkę czy płytę za 60 czy 100 polskich złotych. Ale cóż, być w Ziemi Świętej i nie nabyć pamiątek ażeby w przyszłości było co wspominać, to byłby wielki nietakt i zaniedbanie z naszej strony.
W tym miejscu należy skreślić kilka zdań na temat pierwszego miejsca naszej bytności, a mianowicie miasta Tyberiady, jakby nie było naszej bazy wypadowej przez pełne trzy dni. Jest ono położone na zachodnim brzegu Jeziora Galilejskiego zwanym również Tyberiadzkim albo też Genezaret. Założone zostało w I wieku po narodzeniu Chrystusa przez króla żydowskiego Heroda Antypasa, który jako wasal Rzymu nazwał je imieniem ówczesnego cesarza Tyberiusza. Stało się ono ważnym ośrodkiem dla narodu żydowskiego, kiedy to po zniszczeniu Jerozolimy w wyniku wojny żydowskiej 66 – 71 r. n.e. było siedzibą Sanhedrynu. Jest zaliczone do czterech świętych miast Judaizmu obok Jerozolimy, Safedu i Hebronu. W tej chwili jest miastem liczącym niespełna 40 tysięcy mieszkańców, znanym uzdrowiskiem i ośrodkiem turystycznym.
Pani Aviva w pierwszej kolejności zdecydowała, że przy dobrze zapowiadającej się pogodzie najpierw udamy się nad Jezioro Galilejskie. Objeżdżając Tyberiadę przedstawiała nam mijane obiekty opowiadając o ich historii.

Jezioro Galilejskie można śmiało nazwać Jeziorem Jezusa, gdyż wielokrotnie po nim pływał, kroczył po jej wodach, uciszał wzburzone fale. Jego powierzchnia wynosi 144 km kwadratowych a tafla wody znajduje się około 210 m poniżej poziomu Morza Śródziemnego. Rejs łodzią po Jeziorze Galilejskim miał być dla nas świadectwem powrotu do czasów Jezusa Chrystusa. Na tą okoliczność wszyscy pielgrzymi otrzymali pisemne oświadczenie, że dnia 22 lutego 2009 roku płynęli i modlili się na łodzi Jezusa na Jeziorze Galilejskim. Statek, którym płynęliśmy został zbudowany na bazie szczątków, jakie znaleziono na dnie jeziora. Początek rejsu dla nas Polaków był bardzo podniosły, bo któż by się spodziewał, że na maszt zostanie wciągnięta polska flaga i zabrzmi Mazurek Dąbrowskiego. Było to naprawdę bardzo wzruszające. Ale czegóż to nie robi się w celach marketingowych. Na pokładzie statku energiczny facet miał do sprzedaży płyty z muzyką żydowską, w tym przesławne Hallelujah, jak też inne drobne gadżety.
Na godzinę 11:00 dotarliśmy do Kany Galilejskiej, by w kościele franciszkanów uczestniczyć w
Mszy świętej, którą celebrowali nasi księża – pielgrzymi. To w Kanie Galilejskiej Jezus dokonał swojego pierwszego cudu zamieniając wodę w wino na weselu, na którym gościł z Maryją i swoimi uczniami. O tym wydarzeniu przypomina obraz znajdujący się w ołtarzu Kościoła Cudu. Ukoronowaniem celebry było odnowienie ślubów dla par małżeńskich. Pary małżeńskie,
a było ich kilka wśród naszych pielgrzymów – tak jak przed laty powtarzali słowa przyrzeczenia małżeńskiego trzymając się za ręce i patrząc sobie w oczy. Było to naprawdę wzruszające. Na dowód nawiedzenia Sanktuarium Zaślubin w Kanie Galilejskiej i odnowienia przyrzeczenia małżeńskiego wszystkie pary otrzymały stosowne zaświadczenie opieczętowane i podpisane. Tak na marginesie tylko dodam, że ten akt był o wiele tańszy niż ten przed laty, bo kosztował jedyne 5 dolarów.
Naprzeciwko kościoła sklep pamiątkarski oferuje wino z Kany Galilejskiej. Po obowiązkowej degustacji, jaką nam zaserwował właściciel sklepu wszyscy pielgrzymi zaopatrują się w ten napój.

Po południu docieramy do Nazaretu, a naszym celem jest Bazylika Zwiastowania, a więc miejsce gdzie Archanioł Gabriel ukazał się Maryi, zwiastując jej, że zostanie Matką Jezusa, Syna Bożego. To epokowe wydarzenie zostało upamiętnione marmurowym ołtarzem z napisem „Verbum Caro Hic Factum Est” (Tu Słowo Ciałem się stało). Z pokorą i zadumą nawiedziliśmy to miejsce, gdzie się wszystko zaczęło – fakt zwiastowania narodzin, ale też i dorastanie Jezusa Chrystusa oraz przygotowywanie się do życia publicznego. Grota Zwiastowania znajduje się w niższej części Bazyliki, nad którą góruje olbrzymia kopuła w kształcie odwróconej lilii o 16 płatkach z wyrzeźbioną wewnątrz literą „M” na cześć Maryi. Bazylika Zwiastowania uważna jest za najpiękniejszą świątynię chrześcijańską na Wschodzie. W tym czasie zaczyna mocno padać. Nasza przewodniczka twierdzi, że to dla kraju jest błogosławieństwo, gdyż Izrael cierpi w ogóle na brak wody.
Ostatnim w tym dniu celem naszego nawiedzania jest Góra Tabor uważana za miejsce Przemienienia, gdy Jezus, nasz Pan, przemieniony, na oczach swoich apostołów rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem. Do Bazyliki Przemienienia można dotrzeć małymi busami, gdyż jakby nie było, trzeba się wspiąć na wysokość 660 metrów. Wewnątrz bazyliki zapiera dech w piersiach piękna mozaika Przemienienia Pańskiego przedstawiająca Chrystusa w otoczeniu proroków Mojżesza i Eliasza a niżej trzech apostołów: Piotra, Jakuba i Jana. Przy ołtarzu głównym Bazyliki ksiądz Antoni Sanecki przedstawił w imieniu całej naszej grupy pielgrzymkowej piękną i przejmującą w treści modlitwę. Osobliwie trzeba podkreślić, że ksiądz ów, o ile przy ołtarzu jest niezmiernie żarliwie rozmodlony, to w kontaktach z ludźmi jest bardzo bezpośredni i sympatyczny. Energiczny, skory do żartów i figli, jednym, słowem człowiek – dusza. Wprowadzając pewien luz potrafił wzbudzać salwy śmiechu.
DZIEŃ TRZECI
– Poniedziałek 23 lutego 2009 r.
O godzinie 8.30 docieramy do Tabhgi. Po drodze mijamy gaje oliwne, plantacje owoców cytrusowych jak mango, awokado, banany, palmy daktylowe, itp. Dosyć ciekawie wyglądają plantacje bananów, gdzie owoce będące na drzewach są opatulone w worki. Trzecia dekada lutego, a tu wiosna w pełnej krasie, zieleń, ukwiecone drzewa i krzewy, eukaliptusy obdarte z kory, jakby „obnażone”, akacje z długi strąkami. Pani Aviva zapewnia nas, że wyjątkowo w tym roku będziemy przeżywać uroki wiosny dwukrotnie.

Naszym celem jest Kościół Prymatu Św. Piotra, postawiony na brzegu Jeziora Galilejskiego. To w tym miejscu Jezus ukazał się uczniom po Zmartwychwstaniu, a Piotra zapytał, aby potwierdzić, jego miłość do Boga: „Piotrze, czy ty mnie kochasz? Tak Panie, wiesz, że Cię kocham” zaś Jezus odpowiedział mu: „Paś baranki moje”. Tu też dokonał On cudownego rozmnożenia chleba i ryby. W tym miejscu w dniu 24 marca 2000 r. Ojciec Święty Jan Paweł II modlił się w skupieniu i ucałował skałę upamiętniającą spotkanie Jezusa z Piotrem. Sama świątynia jest bardzo surowa w swym oglądzie, ale to efekt zastosowania do jego budowy czarnej bazaltowej skały. Dało się zauważyć, że w północnej części Ziemi Świętej, a szczególnie w okolicach Jeziora Galilejskiego skała bazaltowa jest dosyć powszechna, w związku, z czym budynki i budowle są z natury ciemne z pewną dozą połysku. Inny typ skały napotkaliśmy w środkowej części Ziemi Świętej, w okolicach Jerozolimy i Betlejem – tam przeważa wapień. W Kościele Prymatu planowana była
Msza święta, jednak ubiegła nas inna grupa pielgrzymkowa.

Przy padającym deszczu nasi księża odprawili mszę przy ołtarzu polowym, gdzie nas chroniło zadaszenie. Po
Mszy świętej pielgrzymi udali się nad brzeg Jeziora Galilejskiego, by uzbierać na pamiątkę nieco kamieni i muszli.
Następny cel naszej pielgrzymki to Kafarnaum, miejsce zwane „Miastem Jezusa”, gdzie Jezus zamieszkał w domu Świętego Piotra i powołał pierwszych uczniów. Poza tym w Kafarnaum Jezus dokonał ośmiu cudów, m.in. przywracał wzrok, uwalniał od ułomności i bólu. Wśród uzdrowionych przez Jezusa znalazła się teściowa Szymona Piotra. Prowadzone pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku prace wykopaliskowe odsłoniły dom Piotra Apostoła oraz synagogę z IV wieku. Na miejscu domu Piotra wybudowany został nowy kościół, przed którym posadowiono słusznych rozmiarów posąg pierwszego apostoła. Nasi pielgrzymi postanawiają przed nim pozować do wspólnego zdjęcia.

Jeszcze przed południem wjeżdżamy na Górę Błogosławieństw, gdzie Jezus wygłosił słynne Kazanie na Górze, którego esencją jest Osiem Błogosławieństw. Ksiądz prałat – przewodnik duchowy pielgrzymki – przedstawia nam treść Kazania na Górze. Z ośmiokątnej bazyliki posiadającej osiem barwnych witraży rozpościera się wspaniały widok na uroczą panoramę jeziora. Trzeba w tym miejscu wspomnieć i o naszym Ojcze Świętym Janie Pawle II, który nawiedzając to miejsce 24 marca 2000 r. odprawił tu mszę świętą dla młodzieży z całego świata ze szczególnym przesłaniem dla młodych Polaków, do których się zwrócił tymi słowami „Wasza obecność tutaj sprawia mi dużą radość. Jest to jakiś znak dla naszej Ojczyzny”.
Tuż po południu wracamy do Tabhgi i nawiedzamy Kościół Rozmnożenia Chleba i Ryb, a więc miejsce, gdzie stał się cud. Na mozaice pochodzącej z okresu istnienia pierwszego kościoła widoczne są dwie ryby i kosz z chlebem.
Ażeby wyraziście podkreślić rolę tego cudu Pani Aviva proponuje nam lunch z daniem głównym, jakim ma być ryba Św. Piotra. Korzystamy więc z tej oferty i w jednej z restauracji nad Jeziorem Galilejskim zamawiamy to danie. I cóż otrzymujemy? Ryba, kilka sałatek i woda za „jedyne” 30 dolarów.
Po otrzymaniu niewielkich pojemniczków na wodę udajemy się do miasta Yardenit położonego u ujścia Jordanu z Jeziora Galilejskiego. Miejsce to zostało wybrane dla pielgrzymów ze względu na ich bezpieczeństwo, gdyż właściwe miejsce chrztu znajdowało się w końcowym biegu rzeki Jordan, niedaleko od jej ujścia do Morza Martwego. Co niektórzy pielgrzymi próbują zanurzyć się nieco w wodzie, bądź wzajemnie się polewają. Wzdłuż muru okalającego brzeg rzeki są tablice, na których w różnych językach przedstawiona jest treść Ewangelii Św. Łukasza opisująca chrzest Jezusa. Jeszcze dobrze nie nasyciliśmy się tym miejscem, gdy na monitorze odtwarzacza video mogliśmy prześledzić to wszystko, co się przed kilkoma minutami wydarzyło nad Jordanem. Za 15 dolarów można było nabyć kasetę z nagraniem, na której co niektórzy nasi pielgrzymi mogli się zobaczyć „na żywo”.

Ostatnim punktem tego dnia była wyprawa na Wzgórza Golan. Ten górzysty region położony jest na granicy Izraela, Syrii i Libanu. Obszar ten zajmowany był przez wiele cywilizacji. Zgodnie z żydowskim prawem są uważane za część Kanaanu. Region ten odgrywa ważną rolę w wojnach izraelsko-arabskich. Po wojnie sześciodniowej zostały zaanektowane przez Izrael i na mocy uchwały izraelskiego parlamentu Knesetu zostały wcielone do państwa Izrael z jego systemem prawnym i administracyjnym. Jest to nadal teren sporny, do którego roszczą sobie pretensje i Syria i Liban. W związku z taką sytuacją z pewnymi obawami udawaliśmy się w to miejsce. Jednak nie te zawirowania polityczne nas ekscytowały a sama podróż – wspinaczka wąską wijącą się serpentyną. Poziom adrenaliny u wielu z nas niewątpliwie się podniósł. Przypomniała mi się zeszłoroczna pielgrzymka i podobne miejsca jak La Salette czy Montserrat. Niemniej w porównaniu z tymi wzniesieniami Wzgórza Golan nie są aż takie wysokie – do 500 m n.p.m. – co w porównaniu do La Salette w Alpach (powyżej 2000 m n.p.m.) wyglądają na niewielkie pagórki. Po dotarciu na miejsce można było z platformy widokowej podziwiać lustro wody Jeziora Galilejskiego od strony wschodniej.
Strona

do
góry
Dodano
17 listopada 2009
Zobacz
w archiwum wydarzenia parafialne
|